W ostatni piątek stycznia w wyjątkowych okolicznościach
zginął wyjątkowy człowiek. Roger Gower, onegdaj księgowy a od niedawna pilot,
zginął od jednej kuli wystrzelonej przez kłusowników słoni, która dosięgnęła go, kiedy pilotował swój helikopter nad Tanzańskim buszem.
Rogera poznałam w aeroklubie w Nairobi. Od razu ujął mnie
jego uśmiech i pewna nieśmiałość. Zaczęliśmy rozmowę. Uśmiech został, a
nieśmiałość rozwiała się kiedy
rozmowa zeszła na pilotaż. Dla lotnictwa Roger zostawił dobrą, acz nudną, posadę w Londynie. Trudno było patrząc na wysportowanego i opalonego
młodzieńca wyobrazić sobie go ślęczącego przed monitorem w jakimś zatęchłym biurze, sumującego kolumny liczb.
Dużo naturalniej wyglądał za sterami helikopterów, które przez ostatnie cztery
lata pilotował dla prestiżowej firmy lotniczej Tropic Air.
Wyszliśmy razem na płytę lotniska podziwiać nietypowy
samolot, De Havilland 60 Moth z 1935 roku którym właśnie do Nairobi zawitał lotnik-podróżnik, Johan Wiklund. Johan pozwolił mi usiąść
za sterem, a Roger zrobił mi zdjęcie.
Roger nie został w aerokubie długo, śpieszno mu było do
Tanzanii, gdzie właśnie zaczął nową ekscytującą pracę. Miał latać helikopterem
dla Friedkin Conservation Fund, funduszu zajmującego się ochroną przyrody w
Tanzanii. Z ogromnym entuzjazmem opowiadał o osiągnięciach tej organizacji,
założonej przez Dana Friedkind z Teksasu, po to aby chronić ponad 6 milionów
akrów dziewiczych terenów w Tanzanii. Fundusz za cel stawia sobie takie
zagospodarowanie tych odległych terenów, aby miejscowa ludność mogła żyć w
zgodzie z zagrożonymi gatunkami zwierząt, jednocześnie rozwijając się, edukując
i bogacąc.
Jednym z głównych zadań funduszu jest walka z
kłusownikami, którzy stanowią jedno z największych zagrożeń dla słoni i
nosorożców żyjących jeszcze na wolności. W dzisiejszych czasach kłusownictwo jest iście biblijną plagą. Przez ostatnie pięć lat Tanzania straciła ponad dwie drzecie populacji swoich
słoni! W samej RPA nosorożec ginie od kul co osiem godzin! Jest to zmora napędzana przez
chciwość i ignorancję. Ignorancję kupujących kość słoniową i rogi nosorożców, dla statusu i z mylnego
przekonania, że te składniki wyleczą raka albo zagwarantują męską potencję.
Chciwość zorganizowanych przestępczych gangów, które w iście mafijnym stylu
planują masowe rzezie zwierząt dla ich kłów i paznokci (bo róg nosorożca to nic
innego niż keratyna, z której nasze paznokcie są zbudowane). Dzisiejsi
kłusownicy to nie są wygłodniali Afrykanie, którzy próbują utrzymać rodzinę lub
trzymać słownie z dala od swoich pól. To są międzynarodowe gangi, z nowoczesną
bronią i skomplikowaną organizacją, z którymi heroicznie ale z trudem walczą
afrykańskie rządy i organizacje.
Ale jak na ironię, Roger nie był bezpośrednio
zaangażowany w walkę z kłusownikami. Jego zadaniem był tylko transport turystów
i VIPów odwiedzających tereny fundacji. Tego feralnego dnia przypadkiem natknął się na grupę
kłusowników, którzy otworzyli do niego ogień zanim zdążył nawet pomyśleć o
jakimś uniku. Kula, prawdopodobnie z ciężkiego sztucera na słonie, taki jak
kaliber .585, bez oporu przeszyła stalową podłogę helikoptera. Weszła Rogerowi
w nogę, i przeszła przez całe ciało, wychodząc w okolicach szyi. Roger nie miał
żadnych szans. Wykrwawił się na śmierć w przeciągu paru minut. Ale zanim
umarł zdołał ostatkiem sił wylądować helikopter na tyle bezpiecznie, aby
uratować swojego pasażera.
Roger zginął niepotrzebną, przypadkową śmiercią w
heroicznej walce, którą o uratowanie tego co jeszcze zostało z piękna i
różnorodności świata, prowadzą wyjątkowi i odważni ludzie.
Będzie nam go brakować. RIP.
